środa, 30 lipca 2014

Rozdział 17



Pół godziny później chłopak parkuje w swoim warsztacie.
Wysiada szybko z auta i wita się ze swoimi znajomymi, nie trudząc się nawet o przedstawienie mnie.
Ściąga t-shirt przez głowę i wyciąga z szafki jakąś szarą, osmoloną koszulkę.
-Popatrzeć możesz sobie dzisiaj w nocy, chcesz?- pyta, gdy przyłapuje mnie na spoglądaniu na jego nagi tors. Prycham tylko pod nosem
-Nie licz na nic więcej- mruczę
-Och Ariano..- pieści moje pełne imię, a moje mięśnie napinają się- Jeszcze będziesz mnie błagać
-Pomarzyć sobie możesz- przysuwam się do niego ignorując to jak mnie nazwał.
-Marzenia są dla głupców- przyciąga mnie do siebie i kładzie dłonie na mojej tali- Ja od razu przechodzę do czynów- próbuje mnie pocałować, ale ja skutecznie odwracam głowię i lekko się odchylam
-Nie bądź siebie taki pewny, Sykes- warczę.
-Pewność siebie to moje drugie imię- mruczy
-Nie za długie trochę? Mieści ci się w dowodzie?- kpię na co on również się uśmiecha- Miałeś coś robić- zdzieram go jakąś szmatką, która leży na szafce i wyswobadzam się z jego uścisku.
Siadam na masce samochodu i z uśmiechem słucham jak Sykes wrzeszczy na mnie bym wstała, ja jednak postanawiam go ignorować i rozglądam się po warsztacie. Gdy zdaje sobie sprawę, że go nie słucham wzdycha ciężko i wsuwa się na wózku pod samochód.
Z chęcią bym mu pomogła, ale przecież to samochód na wyścig, a ja jeszcze muszę podrasować auto Bieber’a.
 Tutaj mnie nagle olśniewa.
Czemu by tutaj czego śnie zepsuć, zniszczyć i udać, że nie widziałam?
Widziałam parę razy jak jeździ Sykes i wiem, że Justin go nie pokona, nie zależnie od samochodu. Sykes po prostu ma dar, to jego pasja i życie w jednym, a to widać nawet wtedy, gdy prowadzi samochód w dzień, na ruchliwej ulicy denerwując się powolnym tempem innych użytkowników drogi.
Mam dokładnie tak samo.
Kocham prowadzić i pracować przy samochodach, ale nie ścigam się.
Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta.
Gdy miałam siedemnaście lat, podczas wyścigu, w którym wygrywałam, jakiś chłopak wjechał w moje auto, przez co straciłam panowanie i wylądowałam w szpitalu w dość ciężkim stanie.
Oczywiście wyszłam z tego, ale już się nie ścigam, w dodatku nikt nie wie kim był ten kierowca, zmył się zanim nadjechał ktokolwiek inny biorący udział w wyścigu.
Niemal wybucham śmiechem, gdy na Nathana pryska olej z silnika na co gromi mnie spojrzeniem i ociera swoją twarz.
Schyla się ponownie nad maską i coś robi, czego niestety nie widzę.
-Tym się będziesz ścigał?- pytam, gdy zamyka maskę
-Tak, a co?- pyta
-Ja bym wybrała subaru Subaru Impreza WRX STI- wskazuje na czarny samochód stojący na samym końcu warsztatu-Nie jest on zbytnio krzykliwy, więc jak przyjadą gliny, łatwiej się zmyć bez żadnych podejrzeń- konturuje – Nie jest też to najnowszy model, przez co łatwiej można usprawiedliwić się, mówiąc, że ten samochód nie nadaje się na szybką jazdę. W rzeczywistości jest inaczej, ponieważ samochód jest szybki a po drobnych modyfikacjach zwycięża, wiem, bo mam na składzie taki sam- uśmiecham się słodko i patrzę na zaskoczonego Sykes’a i Matt’a.
Kiedy on tutaj się pojawił?
-No brawo- chwali mnie Sykes
-Nie wiedziałem, ze się na tym znasz- mruczy Matt
-Od czasu do czasu pomogę przy samochodach chłopakom- kłamię, przecież nie muszą znać prawdy..- Mam nadzieje, że przemyślicie to trochę- śmieje się
-A czym wy startujecie?- pyta Matt
-Nie wiem, nie wnikam. Nie mam nawet pewności czy pojawimy się na wyścigach- znów kłamię
-Dlaczego?- pyta przyjaciel Sykes’a
-Podobno gliny wiedzą o dzisiejszym spotkaniu- kłamię- Wolimy nie ryzykować- uśmiecham się fałszywie
-Skąd to wiesz?- pytają obaj
-Znajomy Harolda ma wtyki w policji, powiedział mi..- uśmiecham się
-Co zrobiłaś?- pyta Nathan
-Obiecałam randkę za informacje. Dałam mu numer by zadzwonił. Nie moja wina, że to jest numer Bieber’a- śmieje się głośno.
Nie wierzę, że oni w to wierzą…
~*~
Przebrana w moją czarną bluzę z kapturem i schowawszy całą broń wsiadam do samochodu.
Plan był taki, że jadę na wyścigi i zabijam kogoś z załogi Sykes’a.
Chcemy trochę podkręcić ruchy chłopaczków, bo to zaczyna być nudne, a ja nie zamierzam bawić się w dziewczynkę Sykesa za długo…
Tak więc wsiadam do naszego Vana, i wyjeżdżam z podjazdu Malik’a.
Droga zajmuje nieco ponad godzinę, ponieważ wyścigi odbywają się parę kilometrów poza miastem.
Gdy słyszę głośną muzykę i widzę reflektory samochodów na moją twarz wpełza uśmiech, który niestety jest zakrywany przez czarną kominiarkę.
Nie chcę nawet wiedzieć jak durnowato w tym wyglądam, ale przecież jak mus to mus..
Wyścig już trwa i za parę minut powinny pojawić się auta prowadzące, tak się też staje.
Na przedzie jest subaru ze Sykes’em w środku.
A jednak się mnie posłuchał, w dodatku znów wygrywa.
Zaraz za nim jedzie Matt, w samochodzie, który dzisiaj naprawiał, zaraz za nimi jedzie chłopak, którego widziałam w warsztacie, to jest mój cel.
Wyciągam broń i strzelam w przednią oponę.
Samochód zwalnia dopiero gdy druga opona również jest przebita.
Gdy samochód obraca  się odpowiednio w moją stronę, kolejny strzał pada na otwór na benzynę.
Trafiam za drugim razem, a pojazd wybucha oślepiając innych kierowców wyścigu i wywołując panikę.
Gdy już się cofam, napawając się widokiem ognia ktoś chwyta mnie za nadgarstek.
Cholera… to Sykes.
-Nie tak szybko- warczy ciągnąć mnie, wyrywam się, ale jego uścisk jest zbyt silny- Może powiesz mi kim jesteś, co?- burczy
Ja tylko głośno się śmieje i również chwytam jego rękę, patrząc  w jego zdziwione oczy.
Ściskam jego nadgarstek, a następnie sprawnie wykręcam mu rękę do tyłu. To samo robie z drugą i ciągnę jego ręce do siebie. Z ust chłopaka wyrywa się krzyk.
Widzę, że Matt biegnie mu z pomocą przez co puszczam go i kopię go, przez co upada.
Zarzucam swój kaptur na głowę i wsiadam do samochodu szybko odpalając.
W tylnych lusterkach widzę, że Matt jedzie za mną, a kawałek dalej Nathan.
-Sykes i Morgenson siedzą mi na ogonie!- warczę do telefonu
-Mi też ciebie miło słyszeć, Ari- mówi spokojnie Malik, podczas, gdy we mnie się gotuje
-Malik! Potrzebna mi pomoc do cholery!- krzyczę i przyciskam pedał gazu
-Wjedź w las, Van lepiej sobie poradzi w terenie niż ich samochody- radzi
-Dobry pomysł, ale tutaj nie ma na razie żadnej drogi..- syczę
-Za siedemset  metrów skręć w lewo- radzi mi
-A potem?
-Później musisz jechać ciągle prosto, póki nie powiem, byś skręcała.  Dwa kilometry od szosy zaczyna się kręta droga, tam ich zgubisz- mówi
-Dzięki- mówię do telefonu i skręcam w lewo wjeżdżając wgłęb lasu
Trochę mną zarzuca, ponieważ prawie dwieście kilometrów na godzinę, to za dużo na tą trasę, więc musze zwolnić.
Śmieje się głośno, gdy widzę z jaką trudnością jadą samochody za mną.
Kochany Malik.
-Za dwieście metrów będzie ledwo widoczny zakręt w prawo, skręć tam, a potem w lewo- instruuje mnie przyjaciel
-Robi się- odpowiadam kręcąc kierownicą.
-A tak mówiłaś, że program nawigacji nam się nie przyda- wytyka mi
-To było zanim, był nam potrzebny! Teraz zamknij się i prowadź!- warczę ściągając kominiarkę, bo robi mi się przez nią duszno i ogranicza mi widoczność
-Prawo, potem prosto, i znowu w prawo- mówi szybko
-Dzięki- odpowiadam
Przez parę następnych minut kręcimy się w kółko po lesie, a gdy dostrzegam maleńkie już światła, przyśpieszam i wyjeżdżam na szosę, którą wskazuje mi Malik na monitorze.
Jest ona najszybszą drogą do jego domu.
-Czekaj chwilę, ktoś do mnie dzwoni- mówię i odbieram następne połączenie nie patrząc na nadawcę.
-Aria? Gdzie jesteś?- w słuchawce słyszę Nathan’a
No to zajebiście…
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy
Uhu, blisko było. Nathan już prawie ją złapał..
Cieszycie się, że uciekła, czy może wolicie by już wszystko wyszło na jaw? Hmm..?
Wiem, że większość z was wybrała opcje szybszego dodania DNS, ale ten rozdział napisałam już wczoraj i dzisiaj miałam napisać DNS, ale nie wyszło.. Może do jutra się wyrobie, ale nic NIE obiecuje.
Czekam na komentarze, których ostatnio coraz mniej co mnie cholernie smuci..
Czy ja pogorszyłam się z pisaniem, czy co? Jak tak napiszcie mi to, ja staram się poprawiać wszystko…
-Kate

29 komentarzy:

  1. Przyznam szczerze ze az takich emocji nie lubie :( ale to kochane ze pierwsze co robi to dzwoni do niej <3 a pomimo wszystko opowiadanie jest bomba :* i czekam ze scisnietym sercem na DNS <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie ! ♥ Dobrze, że jej nie złapał. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie jest gorzej. Było, jest i będzie MEGA ;) rozdział świetny. Już myślałam że Nathan rozpozna Ari i wsszystko się wyda, ale nie. Prawde powiedziawszy to mi ulżyło..;)) Dobra kończę i życzę ci kolorowych snów. ;* /ola ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaa jakie emocje, UWIELBIAM to :D
    Bardzo dobrze, że Ari uciekła:> Nie chce by szybko się wydało, że to ona :)
    A TY wciąż piszesz genialnie albo i nawet lepiej , wiec nie wiem czemu nie ma komentarzy...
    Całuski :******

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju niech się nie wyda nic... J
    Kocham to opowiadanie...
    Mam nadzieje że Ari upora się z kłopotami czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział świetny, pełny akcji ;) nie mogę się doczekać kolejnego :p

    OdpowiedzUsuń
  7. co ty ? Ani trochę się nie pogorszyłaś ;D rozdział jak zawsze świetny ;) pozdrawiam /NOTHING

    OdpowiedzUsuń
  8. Aww zajebisty ~Andzela

    OdpowiedzUsuń
  9. Cieeeekawie się dzieje :D Ja bym chciała żeby Nathan już poznał prawdę. Byłoby ciekawie <3 cuudowne;*

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz ledwo patrzyłam na oczy ale gdy czytałam to jednak się rozbudziłam ;d
    Dobrze, że Nathan nie złapał Ari ;3 Co do tego, że jest mało komentarzy-po prostu są wakacje i nie każdy ma czas czytać. Ja sama jestem na wakacjach ale staram się pisać rozdziały i komentować regularnie. A drugi powód to może po prostu każdy się przyzwyczaił do DNS albo coś O.o No nwm ale jest środek wakacji i dlatego jest mniej komentarzy. A piszesz świetnie ;>

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny <3
    Dobrze, że Ari udało się uciec.
    Weny i do nn.
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Zajebiste po prostu cudo *.*

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku myślałam że on ją zdemaskuje ale jednak Ari jest bardzo sprytną osóbką. Ciekawe co mu odpowie jak już odebrała. Rozdział boski jak zawsze :* <3 Weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Wedlug mnie rozdzial jest genialny!
    Życzę weny ! ;)
    Marcysia ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. superowo! :)
    czekam :3
    // Weronika

    OdpowiedzUsuń
  16. Zarąbiste ;) takie emocje są mega :D dobrze że uciekła :) ciekawe co będzie dalej :P pzdr ruda :D

    OdpowiedzUsuń
  17. twoje opowiadania są cudne tylko że trzeba długo czekać na kolejne części

    OdpowiedzUsuń
  18. świetne jak każde a pewnie mniej komentarzy jest dla tego że wikszość osób gdzieś wyjeżdża i dlatego <333 kocham twoje opowiadanie :))

    OdpowiedzUsuń
  19. ta część jest mega! Chyba najbardziej z wszystkich mi się podobala ;) lila

    OdpowiedzUsuń
  20. NlE MARTW SlĘ CUDOWNlE PlSZESZ! życzę weny! :-*

    OdpowiedzUsuń
  21. prosze jak masz do przodu dodaj dalej !!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Super, szkoda, że Nathan nie ściągnął jej kominiarki nieźle by się chłopak zdziwił, ale jeszcze niech trochę pobędzie w niewiedzy . Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Jejku... Zaje*iste :)) Dobrze, że się nie wydało, że to ona :))
    Było blisko. Piszesz jak zawsze genialnie :))
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale Ty bosko piszesz <3 Koooocham <3

    OdpowiedzUsuń