sobota, 10 października 2015

Koniecznie zajrzyj!

Cześć,
Przychodzę do was z Nową, poprawioną wersją DNS.
Tym razem nie będzie to już fanfiction, tylko normalne opowiadanie.
Dlatego zmieniłam nazwisko głównego bohatera.
Zakończenie również będzie się różnić, dlatego mam nadzieje, że zechcecie przeżywać ze mną tą przygodę od nowa :)
Serdecznie was zapraszam ---> Kliknij

niedziela, 1 lutego 2015

Blog Miesiąca: Styczeń 2015

Hej, jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda to chcę Was poinformować, że ten blog został nominowany do bloga miesiąca.

Jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ nie spodziewałam się tego w żadnym stopniu.

Dlatego chcę was poprosić, o to byście oddali głos na mojego bloga ( oczy wiś cie jeżeli uważacie, że ten blog jest dobry)


wtorek, 23 grudnia 2014

CHRISTMAS STORY

Cześć moi kochani.
Pożegnaliśmy się niedawno z tym blogiem i tą historią, ale mam dla was coś jeszcze.
Z okazji świąt postanowiłam napisać świąteczne shoty i bohaterami jednego z nich są Aria i Zayn, więc jeżeli chcecie go przeczytać zapraszam na Wattpada
Oczywiście nie zmienia to niczego w biegu historii, ale osobiście mi sie podoba : )
Przy okazji, wesołych świąt, dużo jedzonka i oby wszystko poszło w boczki : )
Kate

wtorek, 9 grudnia 2014

Notka od Kate ♥

Chyba przyszedł czas pożegnać się już z tą historią.
Nie ukrywam, że troche mi żal, że już koniec przygód Arii, bo bardzo ją polubiłam : ) Wszystko potoczyło się inaczej niz na początku zaplanowałam, a skoro to już koniec, to mogę podzielić się tymi pomysłami : )

Najpierw Aria miała zakochać się w Sykesie, ale to byłoby strasznie oklepane i nudne, bo takich historii na pęczki w internecie, serialach i filmach.

Potem kombinowałam coś z Lilly. pojawiały się myśli, by w jakiś sposób połączyć ją z Mattem, ale to również był nie dobry pomysł.

Kolega podsunął mi pomysł by Zayn poczuł coś do Arii, na co odpowiedziałam mu ( dokładnie to pamiętam x d ) :" No chyba nie! Nie lubię takich miłosnych trójkątów, bo czuje się wtedy jakbym oglądała brazylijskie seriale..."

w moich opowiadaniach nie banałów, zawsze staram się być oryginalna i pisać jak najbardziej zbliżono do normalnego życia.

Tak więc mnie oświeciło. Nathan umrze. I tak się też stało : )

~*~

Teraz wiadomości bardziej statystyczne.

Dzień założenia bloga- 1. 05. 2014
Dzień zakończenia bloga- 6.12.2014
Ilość dni funkcjonowania bloga- 219
Ilość wszystkich komentarzy-  1371
Ilość wszystkich wyświetleń ( godzina spisania- 18:03)- 72 222
Ilość wszystkich postów ( łącznie z tym)- 37
Wszystkie godziny spędzone nad tym opowiadaniem - uwierzcie, dużo : )

Liczba wyświetleń w Maju- 12 262
Liczba wyświetleń w Czerwcu- 8 459
Liczba wyświetleń w Lipcu-  11 467
Liczba wyświetleń w Sierpniu-  15 690
Liczba wyświetleń w  Wrześniu- 4 956
Liczba wyświetleń w Październiku- 7 361
Liczba wyświetleń w Listopadzie- 9 384
Liczba wyświetleń w Grudniu2 642

Chcę Wam bardzo podziękować za wszystkie szczere opinie na tym blogu ( równo za krytykę i pochwały )
mam nadzieje, że nie zapomnicie o mnie i zostaniecie razem ze mną na pozostałych blogach.

Pojawiło się sporo pytań o to czy powstanie jeszcze jakieś opowiadanie w stylu DNS i BatB. Szczerze nie wiem, na razie planuje skończyć pozostałe dwa, a potem się pomyśli.

Linki pod którymi można w jakiś sposób mnie znaleźć:
Twitter
Instagram
Ask
Love? No, thanks.
LOST
Wattpad
Tumblr

Kocham Was- Kate

sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 36



Grudzień 2015
Stoję przed wielkimi brązowymi drzwiami lekko zestresowana. Nie byłam w tym mieszkaniu ponad sześć lat.
Przekręcam kluczyk w zamku i naciskam klamkę.
Drzwi otwierają się jak zwykle z cichym piskiem i od razu uderza mnie zapach kurzu i wilgoci.
Zamykam drzwi za sobą i idę wzdłuż korytarza.
Wszystko wygląda tutaj jak przed laty.
Porozrzucane ubrania, w tym niektóre moje, ułożone na stoliku kawowym podręczniki oraz zeszyty.
Uśmiecham się lekko, gdy przypominam sobie, jak siedząc na jego kolanach uczyłam się do egzaminów. Nigdy się nie nauczyłam..
Nie wiem czemu tu wylądowałam, ale świadomość tego, że przez tyle lat ciągle miałam klucze do tego mieszkania, tworzyła dla mnie nie wyjaśnioną sprawę.
Odwracam się i od razu dostrzegam zdjęcia na półce, na wielu z nich jestem ja.
Do ręki biorę moje ulubione, zrobione podczas moich piętnastych urodzin. Jestem wesoła i uśmiechnięta, a w moich oczach palą się wesołe ogniki.
Wiem, że to było jego ulubione zdjęcie. Zawsze mi to powtarzał.
Może dlatego jest z tyłu koperta z napisanym moim imieniem.
Odstawiam ramkę i odczepiam kopertę.
Siadam ostrożnie, na brudnej kanapie i rozrywam papier.
Znajduje się tam parę kartek wyrwanych zapewnie z mojego zeszytu.
„Kochana A,
Nie wiem ile wypiłem i nie mam pojęcia jakim cudem potrafię utrzymać długopis, ale zebrało mi się na romantyzm…
Siedzę w mieszkaniu już parę godzin, nie szczędzę sobie alkoholu, chodź wiem, że tego nienawidzisz.
Patrzę na te drzwi i przypominam sobie, że niecałe trzy godziny temu wybiegłaś przez nie trzaskając.
Jestem cholernym dupkiem, ponieważ powinienem pobiec za  Tobą, ale tego nie zrobiłem.
Mam tylko nadzieje, że jakoś się dotrzemy bo”
Tutaj list się kończy, ale jest następny.
„Ariano,
Czy ty musisz być taka irytująca? Denerwować mnie na każdym kroku, jednocześnie sprawiając tym, że kocham Cię jeszcze bardziej!
Jestem żałosny, siedzę w domu nad kartką, pisze jakiś durny list, który zaraz wyrzucę.
Zmieniasz mnie, przy Tobie chcę być lepszym człowiekiem, być z Tobą i dać Ci szczęście.
Wiesz co? Chyba jednak zrobię tak jak kazał mi Malik.”
To był chyba jeden z nielicznych razy, gdy dostałam kwiaty i poszliśmy do restauracji zamiast na wyścigi. Doskonale to pamiętam.
I kolejny
„ Dlaczego? Nie możesz mi tego zrobić?! Nie możesz odejść!
Dlaczego wsiadłaś do tego cholernego samochodu? Dlaczego mnie tam przy Tobie nie było?
Teraz pozostało mi tylko upić się do nieprzytomności, bo nie mogę patrzeć na Ciebie podłączoną do tych wszystkich urządzeń.
Taką bladą i nieprzytomną.
Dlatego drugi dzień siedzę w mieszkaniu i upijam się by zapomnieć, ale wiesz co? Nie zapominam.
Tak bardzo chcę o tym nie myśleć, ale nie mogę!
Rzadko Ci to powtarzam, ale naprawdę Cię kocham. Może masz te swoje siedemnaście lat, ale jesteś niezwykle dojrzała.
Uwielbiam Twój uśmiech, i dźwięk Twojego głosu. Kocham patrzeć, gdy jak się uczysz niesforne włosy uciekające z koka spadają Ci na policzki.
Nawet nie wiesz jak często robie Ci zdjęcia. Te o których nie wiesz należą do ulubionych, jesteś na nich taka… Taka prawdziwa Ty, którą znam tylko ja i nasi przyjaciele.
Jeśli się obudzisz dam Ci te durne listy, będę codziennie pokazywał kim dla mnie jesteś tylko proszę nie odchodź.
Proszę.
A jeżeli już nigdy więcej Cię nie zobaczę mam nadzieje, że będziesz szczęśliwa.
Twój Noah.”

Odkładam kartki na biurko.
Czy jestem szczęśliwa?
Kładę dłoń na swój lekko zaokrąglony brzuch.
Zdecydowanie jestem szczęśliwa.
Zayn i Noah zawsze pozostaną głęboko ukryci w moim sercu.
Spróbowaliby tylko stamtąd uciec…
Moje małe dłonie zostają przykryte przez dużo większe, tak znajome.
Odwracam głowę i lekko muskam usta Kol’a.
Opowiadam mu o listach, nawet je pokazuje i wspólnie opuszczamy mieszkanie.
Staramy się wyjść na prostą, jest to trudne, ponieważ przeszłości nie zmienimy, i ciągle będzie siłą wdzierać się w nasze życie, ale chcemy dla naszej córeczki spokoju. Normalnego domu i rodziny.
Już nie jestem Piękną i Bestią i mam nadzieje, że nigdy już nie będę.
The End
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy
Cześć kochani,
Jak tam mija weekend?
Rozdział dodaje, mimo to, znaczna mniejszość wypowiedziała się na temat tamtego rozdziało.
Jak sami widzicie to jest już koniec ( tutaj kieruję odpowiedź do lly- został tylko jeden rozdział ten, sama rozumiesz, nie chciałam pisać o tym w komentarzu, bo pojawiłoby się tak jak przy DNS parę próśb o dalsze rozdziały, których nie byłabym w stanie spełnić)
No więc…
Lol. Zakończyłam to. Przyznam się, ze nie potoczyło się  tak jak zapanowałam sobie pięknego marcowego dnia leżąc na kanapie u cioci, oglądając niemiecką telewizję, której nie rozumiałam.
Wręcz zrobiłam prawie wszystko na odwrót ( i tyle z zaplanowania opowiadania x d)
Mam nadzieje, że jednak coś wam się spodobało i podobnie jak mi jest trochę smutno, że to jest już koniec.
Może, wyjaśnię co nieco.
Na samym początku napisałam byście nie brali tytułu w dosłownym znaczeniu, ponieważ to nie będzie historia o pięknej dziewczynie i bestii.
Od samego początku chodziło mi o pokazanie, że tą piękną i bestią jest Aria. Ma mnóstwo wad, ale też i zalet. Niektóre cechy ma wspólne ze mną i jestem dumna, że stworzyłam taką postać jak ona. Wierną, inteligentną i przebiegłą.
Chciałam pokazać, że nie ma nic ważniejszego od przyjaźni i rodziny, oraz, że trzeba walczyć o siebie.
Kończę, bo notka zaraz okaże się dłuższa od rozdziału ( i tak nikt pewnie nigdy ich nie czyta, ale ok.)
I tutaj prośba ode mnie.
PROSZĘ BY KAŻDY, KTÓRY PRZECZYTAŁ TEN ROZDZIAŁ ZOSTAWIŁ KOMENTARZ. MOŻE BYĆ TO ZWYKŁA KROPKA, PRZECINEK ALBO BUŹKA. CHCĘ WIEDZIEĆ ILE WAS TUTAJ JEST NAPRAWDĘ.
LICZĘ TEŻ NA JAKIEŚSZCZERE OPINIE.
NA DNS NIEKTÓRZY NAPISALI BARDZO CIEKAWE KOMENTARZE, PRZY KTÓRYCH AŻ ŁEZKA KRĘCIŁA SIĘ W OKU, POTRAFICIE POWTÓRZYĆ TO TUTAJ?
-Kate

środa, 3 grudnia 2014

Rozdział 35



Gładzę delikatnie swoją sukienkę i pusto patrzę w lustro.
W moich brązowych oczach nie ma już nic, ani szczęścia, ani radości, ponieważ straciłam ogromną część swojej duszy.
Zrobiłabym wszystko by ją odzyskać, ale to jest nie możliwe.
Łza powoli spływa po moim policzku, ale szybko ją wycieram i ubieram cieniutki płaszcz.
Na korytarzu wpadam na ubraną podobnie Lilly.
Chwytamy się mocno za ręce i  w ciszy schodzimy na dół.
~*~
Dzisiejszy dzień jest dość chłodny, wieje lekki wiatr, a na niebie gromadzą się chmury.
Moja prawa dłoń jest bardzo można ściskana przez przyjaciółkę, która wcale nie ukrywa swojej rozpaczy i płacze cicho w moich ramionach.
Pogrzeb się skończył pięć minut temu, nie było dużo osób, tylko my i nasz sierociniec.
Madi płakała wtulona we mnie i Lilly przez cały czas. Ona też go kochała.
-Zayn był.. Zayn był moim przyjacielem, jednym z moich najlepszych przyjaciół, rodziny. Nigdy nie zapomnę, jak pierwszy raz zobaczyłem na stołówce, tego małego, przestraszonego chłopca o czekoladowych, dużych oczach- odzywa się z Nienacka Noel. Gdy mu nie przerywamy kontynuuje- Od razu zapragnąłem go poznać, i stało się tak, że nie mogliśmy żyć bez rozmowy, albo wywinięcia jakiegoś kawału opiekunkom. Nie zapomnę nigdy jego wyrazu twarzy, gdy podszedłem do niego na stołówce i zaprosiłem do naszego stolika. Miał wtedy może z cztery latka, ale zawsze przypominałem mu o tej sytuacji. Przez te dwadzieścia lat znajomości przydarzyło się nam milion wspaniałych sytuacji. A to upici wpadliśmy do rowu, by następnie śmiać się tam przez godzinę, albo, gdy bez ostrzeżenia któryś wszedł do mieszkania. Gdy przypominam sobie Zayna tańczącego Makarenkę w samym ręczniku, mam ochotę cofnąć się te parę lat, zanim się zaczęło to gówno- Mimowolnie uśmiecham się leciutko- A pamiętacie to jak nakrył mnie w łóżku z tą gorącą blondyną… Byłem rozbawiony reakcją dziewczyny, ale bardziej samego Malik’a. nie ukrywajmy, od zawsze nadawał naszym życiom jakiś określony sens, zawsze był gotów pomóc i wysłuchać, a teraz musimy nauczyć się żyć bez niego. Ja…
Nie kończy. Wiem, że nie jest w stanie.
-Kocham go- słyszę cichutki i słaby głos Ellie- Cholera tak bardzo go kocham- płaczę- Dlaczego ty cholerny dupku musiałeś umrzeć!- krzyczy w stronę nowo wykopanego grobu- Dlaczego?!
Popada w histerię. Harry, który stoi najbliżej niej przytula ją mocno i szepcze, że wszystko będzie dobrze.
-Nie Harry..- zaczynam, lekko odsuwając Lilly- Nic już nie będzie dobrze, rozumiesz? Będziemy budzili się rano ze świadomością, że jego już nie ma, że nie obudzi nas wiadrem wody, nie zrobi naleśników, nie włamie się na żaden komputer, nie zasypie nas dennymi i nie śmiesznymi żartami, albo wyciągnie nas z tarapatów. Był ze mną przez tyle lat, był moim bratem, moim światem i duszą. Częścią naszej rodziny, a teraz… teraz jest tutaj dziura. Nie będzie nam łatwo zastąpić te braki, ponieważ to nie możliwe. Za wiele dla nas znaczył, dalej znaczy. Kocham go, był moim bratem, przyjacielem i ojcem. Troszczył się o mnie jakbym ciągle była malutką dziewczynką. Może ciągle jestem, przecież ciągle pakuje się w kłopoty, nie kontroluje sama siebie, swoich uczyć i zachowań. Zayn był moim oparciem, moją kotwicą i kołem ratunkowym. Nie tylko moim, nas wszystkich. To on podtrzymywał nas po śmierci Noah- słyszę wstrzymane oddechy niektórych. Dawno nie rozmawialiśmy o Noah. Chcieliśmy załatać ból, poprzez zapomnienie, ale tak się nie da, nie możemy- to on ocierał mi te cholerne łzy, gdy zadręczałam się, że to przeze mnie, to on przytulał Ellie w żałobie za bratem, to on podnosił upitego Kol’a i zanosił do domu, to właśnie on znajdował Noela pałętającego się  z butelką whiskey po Londynie i powstrzymywał go przed bójkami. To on.. to zawsze był on… to właśnie Zayn pomógł nam wyjść z tej cholernej żałoby, po osobie którą kochałam całą sobą, tak jak wy. Przecież to Zayn jako jedyny znalazł wtedy Lilly zaćpaną w tej dyskotece, to on powstrzymał Justin’a przed śmiertelnym wyścigiem,  a Harry’ego wyciągnął ze swojego mieszkania. Musimy to zrobić dla niego. Musimy być silni i walczyć, nie dla siebie tylko dla niego- przerywam by wytrzeć policzki.
Przez tak długi czas nie płakałam. Dlatego teraz z moich oczu cieknie jak ze strumienia.
-Ellie, wiedz, że Zayn kochał cię równie mocno co ty jego. Nie zdążył tego pokazać, nie miej mu tego za złe. Jestem pewna, że nie chciałby byś załamała się tak jak ja po Noah.
-Noah cię kochał,  wesz o tym, prawda?- pyta dziewczyna
-A ja kochałam… kocham jego. To się chyba nie zmieni- szepcze smutno
-Czyli to nigdy nie przestanie boleć?
-Przestanie, przestanie- zapewniam ją- po jakimś czasie zaczniesz zapominać jak pachniał, jaki był dotyk jego skóry, czy spojrzenie oczy, ale nie zapomnisz, że kochałaś go.
-Nie lubiłem go na początku- zaczyna znienacka Kol, a mi wydaje się, że widzę Sykes’a. nie przywiązuje do tego wagi, nie dzisiaj, nie w ten dzień- Denerwował mnie, Noel i Noah traktowali go jak bracia, a ja byłem najmłodszy i czułem się odrzucony- obejmuje mnie delikatnie- nie płacz, łamiesz mi tym serce- szepcze mi na ucho- Ale go nie dało się nie polubić. Zjednał moje serce od razu. Tak Harry, wiem, brzmię jak dziewczyna- odzywa się zanim Styles zdąży coś powiedzieć.
-Nic nie mówię!- odzywa się lokowany unosząc dłonie w geście obronnym
-Zamknij się frajerze, psujesz mu chwile- szturcha go Justin.
-Dziękuje Justin- mówi zmieszany Kol, przyciągając  mnie bliżej, wiem, że jemu też jest ciężko- po paru sprzeczkach i kłótniach jednak się zaprzyjaźniliśmy. Ciągle żałuje tych chwil, gdy po śmierci Noah odpychałem go, wyzywałem, a nieraz nawet zacząłem bójkę. Miałem mu za złe, wmawiałem sobie, że to przez niego mój brat umarł, że to przez niego wtedy się napił i pojechał.. To nie była jego wina, ale ja szukałem winnego, sprawiając mu tym samym ogromny ból. Przez te lata obwiniałem się za to i mam nadzieje, że Zayn mi to wybaczył- kończy.
Odwracam się i przytulam bardziej do chłopaka.
Pragnę teraz jedynie łóżka i butelki czegoś co pomoże mi usnąć, chodź na chwile zapomnieć o wszystkim.
Potrzebuje spokoju, by pozbierać się po stracie brata.
-Czuje miękkie usta na swoim czole, a następnie na nosie.
-Kocham cię- szepcze, a jego oczy  rozszerzają  się ze zdziwienia.
-Powtórz to, proszę- mówi cicho
-Kocham cię- uśmiecham się, pierwszy raz od dwóch dni.
-Kocham cię- odpowiada i znów mnie przytula.
Odrywam się od chłopaka, gdy słyszę krzyk Ellie.
Odwracam się.
Sykes i paru jego ludzi.
-Jak śmiesz tutaj przychodzić?!- wrzeszczy Ellie
-Nie ukrywam, że trochę wzruszyłem się tym przedstawieniem- mówi lekceważąco wpatrując się w moje oczy
Ocieram resztki łez i przyjmuje maskę obojętności.
-Mam nadzieje, że teraz wiesz jak to jest stracić przyjaciela oraz wspólnika- rzuca bezpośrednio do mnie. prycham
-Nie wiem jak to jest stracić wspólnika i przyjaciela, ponieważ straciłam brata, moją rodzinę. Nie maż nawet krzty rozumu skoro jeszcze jesteś w Londynie, a brakiem jakiegokolwiek ludzkiego odruchu jest to, że przychodzisz tutaj, gdy chcemy go pochować w spokoju.
-Uważaj bo jeszcze uwierzę, że tobie na kimś zależy- kpi
-Możesz nie wierzyć… Nie obchodzi mnie to, mam swoją rodzinę
-Ty nie masz rodziny. Jesteś cholerną sierotą, której nikt nigdy nie pokocha- mówi gniewnie
-Tak? No popatrz, a ty mnie kochasz..- kpię- przepraszam Zayn- szepczę i wyciągam zza paska, ukrytego pod płaszczem broń i strzelam w mężczyznę stojącego obok Sykes’a- tak bardzo cię przepraszam Zayn- strzał, w kolejną osobę- Mam nadzieje, że kiedyś mi wybaczysz…
Nie reagując na krzyki moich przyjaciół podchodzę do Sykes’a i przystawiam mu broń do czoła.
-No zabij mnie, Bestio!- krzyczy.
-Z wielką chęcią- uśmiecham się- Ale nie, tu, nie teraz- popycham go by szedł do przodu.
Ponownie ignoruje wszystkich, liczę się tylko ja i Sykes.
Popycham go mocno przez parę minut, aż w końcu znajdujemy się w jednej z ciemnych uliczek Londynu.
-Właśnie na to zasłużyłeś. Na śmierć powolną i długą wśród szczurów, taką zamierzam też ci sprezentować.
Strzelam w jego kolano, przez co upada na ziemię.
Wiem, że mam widzów, którzy są przeciw temu, ale nic nie robią.
Strzelam potem w jego dłoń i dół brzucha.
Czyjaś dłoń powstrzymuje mnie od kolejnego strzału.
-Pozwól mi- szepcze Ellie i chwyta broń, by trafić drugą nogę.
Sykes wydaje z siebie głośny jęk bólu.
-Zasłużyłeś na to dupku- pluje na niego, a broń zabiera jej Kol
-Oddaj!- piszczy
-Nie możesz, trzymają cię emocje- unosi broń do góry, przez co dziewczyna nie może sięgnąć- i ciebie też- kieruje się do mnie
-Nie ważne- mruczę i z uśmiechem wyciągam maleńki scyzoryk.
Rzucam na ślepo i trafiam między oczy.
Nieprzytomna sylwetka opada na ziemie, a po czole, na brudną ziemie spływa szkarłatna krew.
-Koniec gry, Sykes- mówię dumnie i wyciągam narzędzie z jego głowy.

________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy
No dzień dobry wieczór.
Udało mi się jakoś wyskrobać to coś. Mam nadzieje, że jednak spełniłam poniekąd wasze oczekiwania, ale jednak was zaskoczyłam.
Udało mi się?
Co sądzicie o Arii?
Co myślicie o wszystkim?
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności na blogu ( czyt. Komentarze) PROSZĘ BY NIE SPAMOWAĆ
(rozdział następny już napisany)
Ps. Zapraszam pod hashtag. Możecie tam opisywać uczucie i wrażenia po rozdziale, zadawać mi pytania, lub jakoś się ze mną skontaktować : #FFBATBPL
PS. CHCĘ WAM BARDZO MOCNO PODZIĘKOWAĆ ZA PONAD 70 000 WYŚWIETLEŃ. CIĄGLE NIE MOGĘ W TO UWIERZYĆ. JESTEŚCIE NIESAMOWICI- KATE

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 34



Śmieje się głośno. Co innego mogę zrobić w tej sytuacji? Po prostu się zaśmiać.
-Ty mnie kochasz?- kpię
-Wcześniej tak- przyznaje, ja znów się śmieje.
-Nie wierzę- nie przerywam śmiechu- Naprawdę jesteś największym idiotą myśląc, że mogłabym cię kochać.
-Aria!- woła z daleka Kol- Radzisz sobie?- pyta, gdy jest już jakieś pięć metrów ode mnie
-Tak. Zaraz do was przyjdę, dajcie tym ludziom spokój, nie wiedzą, że pracują dla idioty! Wiesz co?- zwracam się do Sykes’a- żal mi ciebie. Nie masz przyjaciół, jesteś głupi w dodatku obrałeś sobie za cel zajętą dziewczynę, radzę po prostu wyjechać z tego miasta i poszukać szczęście gdzie indziej, bo Londyn to nasze miasto..
Nie patrząc na niego odwracam się i odchodzę.
Ramie Kola obejmuje mnie w pasie i przyciąga do siebie i kieruje mnie w stronę samochodu.
Za sobą słyszę strzały, dlatego szybko się odwracam.
Nathan celuje do mnie i wiem, że nie zawaha się. mimo to nie czuje nawet krzty strachu.
-No dalej! Strzelaj!- krzyczę- Zabij mnie!
-Zrobię to!- odkrzykuje
-Śmiało!
-Aria, nie- szepcze Kol.
Nie wiem jakim cudem w tym krzyku i hałasie go słyszę.
Spoglądam w jego kasztanowe oczy i widzę ból i strach. Nie mogę się poddać.  Za długo walczyłam by teraz zginąć z rąk tego dupka.
Posyłam mu pełne pewności spojrzenie i wiem, że zna już moje zamiary.
Zza paska spodni wyciągam pistolet i kieruje go w stronę Sykes’a.
W moje ślady idzie Lok oraz cała reszta naszych przyjaciół.
-Jeśli ją tylko tkniesz to będziesz miał do czynienia ze mną!- krzyczy Kol
-I ze mną!- słyszę Harry’ego
-I ze mną!- krzyczy reszta.
Chcę już strzelać do Sykesa.
-Aria!- krzyczy za mną Ellie.
Odwracam się szybko i dostrzegam stróżki łez na jej policzkach i trzęsące się dłonie.
W jednej chwili do mnie dociera.
Zayn.
Osuwam się na ziemię i chwytam mocno za swoje włosy.
-To nie prawda!- krzyczę- To nie może być prawda!
Płaczę. Nie, ja popadam w histerię.
Ciągnę boleśnie za włosy, trzęsę się cała.
Zimno przechodzi po moich plecach a łzy znalazły ujście i wylewają się hektolitrami.
To nie może być prawda, mój Zayn. Mój brat, mój przyjaciel, moje życie.
Z oddala słyszę szloch Ellie.
Kochał ją, całym sercem, już od lat. Nie zdążył jej tego powiedzieć. Nie zdążył zaprosić ją na kolację w piątek, wszystko przygotował. Załatwiał to tygodniami, a teraz go kurwa nie ma!
Czuja czyjeś ramiona. Kol.
Wyrywam się, szarpię, kopię go, a nawet gryzę, ale on trzyma mnie i nie zamierza puścić.
-Kol puść mnie!- krzyczę
-Nigdy cię nie puszczę- odpowiada spokojnie mi do ucha- Nie puszczę cię, rozumiesz?
Ociera mi łzy i podnosi mnie, poczym znów mocno przytula.
-To nie prawda, proszę cię, powiedz, że to nie jest prawda!- krzyczę i uderzam dłońmi w jego klatkę piersiową.
-Tak bardzo chciałbym by był to sen- szepcze w moje włosy- Jesteś najsilniejszą dziewczyną jaką znam, poradzisz sobie, razem sobie poradzimy.
Podskakuje na dźwięk strzału.
To Ellie. Celuje do Sykes’a.
-Przez ciebie on nie żyje!- krzyczy- Teraz i umrzesz ty!- znów strzela, ale trzęsące dłonie zmieniają kierunki strzałów.
-El, to, że zabijesz go nie przywróci Zayn’owi życia- widzę jak trudno mówić Noelowi to spokojnie.
-Kocham go!- krzyczy i zanosi się większym płaczem.
Wyrywam się z ramion Kola i przyciągam dziewczynę do siebie.
-Byłaś jego pierwszą miłością, wiesz? Kochał cię od dobrych paru lat- mówię, kątem oka widzę jak Sykes się wycofuje- Tyle lat namawiałam go by wreszcie wyznał ci swoje uczucia, by zaprosił cię gdzieś.. Ale on zawsze był mądrzejszy. Jak mu się zdawało doskonale wiedział, że traktujesz go tylko jak p przyjaciela- daje dłonią znak, że mają nie jechać za Sykes’em. Teraz najważniejszy jest Zayn- Dzisiaj… dzisiaj miał- załamuje mi się głos- chciał byś poszła  z nim na randkę w piątek- ocieram jej łzy- och… on…
Nie jestem w stanie wykrztusić słowa więcej.
Dziewczyna po prostu przytula mnie do siebie mocno i szlocha mi przy uchu.
Ja ciągle nie mogę uwierzyć, że jutro się obudzę i nie powie mi, że byłam zbyt głośno w nocy, nie zrobi mi naleśników na śniadanie.
Nie będzie się już ze mną droczył. Nie będzie już moim wsparciem, po prostu już go nie będzie..
Odjazd. Sykes po prostu odjechał, ale to jest teraz nie ważne…
Muszę teraz być dla Ellie takim oparciem jakim był dla mnie Zayn.
[…]
Kolejny łyk.
Kolejny odpalony papieros.
Kolejny dzień popychający mnie bardziej w ciemność.
Siedzę ze zwisającymi nogami w dół jednego z wieżowców.
Mój wzrok jest utkwiony w jeżdżących pojazdach i ludzie przechodzących.
Gdybym tylko odepchnęła się od podłoże parę sekund później byłaby tylko marna plama na chodniku.
Upijam kolejny łyk mojego ulubionego napoju- Whiskey
Przed oczami staje mi twarz, tak znajoma twarz. Te piękne zielone i głębokie oczy, kasztanowe włosy i cudowne dołeczki w policzkach, gdy tylko się uśmiecha.  
Kolejna łza spływa po policzku i łączy się z alkoholem.
Skoczyć?
Nie mam przecież po co tkwić na tym świecie, nie bez niego.
Gdy zdecydowana chwytam butelkę- bo przecież sama nie skoczę- oplatają mnie silne ramiona.
Do nozdrzy dociera tak znany zapach perfum.
-Nie rób tego- szepcze mi do ucha
-Muszę to zrobić, chce znów z nim być- łkam
-On nie chciał byś to zrobiła- przyciąga mnie do siebie, przez co już w pełni siedzę na dachu budynku.
Butelka zostaje mi zabrana z rąk i postawiona obok, ja sama znajduje się w ramionach przyjaciela, a moje nogi dyndają w powietrzu, gdy udaje się mu mnie podnieść.
[…]
Już mam wsiadać do samochodu Kola, ponieważ stwierdzili, że nie mogę tera prowadzić, ale nie.
Otwieram drzwi swojego białego BMW M6 i odjeżdżam.
Mam naprawdę gdzieś trąbiących kierowców gdy jadę ponad 250 km/h.
Nie obchodzi mnie to, że może mnie złapać policja, teraz mam jeden cel.
Nie pozwolić już dużej oddychać Sykes’owi.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy
Słyszycie mój płacz?
Moja ulubiona postać nie żyje!
Chciało mi się płakać jak pisałam ten rozdział.
Ale ok., jestem przeziębiona, ( co być bardzo dziwne bo ja nie chorować prawie nigdy xd)
Komentarze?
Bardzo prosiłabym byście opisali wrażenia po rozdziale, ponieważ strasznie mocno go przeżywałam pisząc i chciałabym by moje emocje ukazały się też wam.
-Kate
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności na blogu ( czyt. Komentarze) PROSZĘ BY NIE SPAMOWAĆ